„Oskar i Ruth” Ingmara Villqista

Teatr Bez Sceny z Katowic gościnnie w Ośrodku Kultury w Brzeszczach

Wystąpili: Andrzej Dopierała i Anna Kadulska

Wszystko w tym spektaklu było niespodzianką, zaczynając od tajemniczego autora Ingmara Villqista, którym okazał się być Jarosław Świerszcz, polski dramaturg, historyk sztuki, założyciel Teatru Kriket w Chorzowie i ­ według krytyka Romana Pawłowskiego – jeden z wybitnych talentów, zaliczany do tzw. „Teatralnej Piątki na XXI w.”! Jego pseudonim artystyczny jest efektem inspiracji skandynawskimi mistrzami słowa i obrazu, Nazwiska tych znakomitości rzucają na kolana: Ibsen, Strindberg, Bergman!

Nieprzewidywalny scenariusz spotkania kobiety i mężczyzny to się nazywa rewelacja, jakiej próżno szukać w masowej produkcji telewizyjno ­ kinowej. Zamiast sztampy, schematu, typowych do bólu marionetek społecznych i ludzkich cieni – klisz, zobaczyłem teatr żywych masek, nieustannych przemian, coraz bardziej zaskakujących wcieleń, orzeźwiający haust fantazji, która na oczach widzów reanimuje blade życie.

Stare dobre małżeństwo, które brawurowo wychodzi, wypełza, wyślizguje się ze smugi cienia, które z minuty na minutę coraz odważniej, energiczniej i pomysłowo zrzuca z siebie bagaż lat, przyzwyczajeń, dosłowności, słowem garb rutyny i wzlatuje przed zdumionym widzem na skrzydłach wszystkich odcieni emocji: ciekawości, pożądania, zniechęcenia, strachu, radości, kapryśnie i z zapałem godnym młodych wilków.

Bohaterowie sztuki bawią się swoim życiem, odgrywają przed sobą wydarzenia z przeszłości, jak choćby wojenne przygody Oskara (służba na okręcie podwodnym i zatopienie wrogiej jednostki). Ruth zachęca męża do żartobliwego powrotu do przeszłości, a jednocześnie sama podejmuje grę i pomysłowo wciela się w postać bosmana, który pół żartem, pół serio komentuje dramatyczny przebieg Oskarowego, wielkiego „polowania na pancernik”. Innym razem Oskar udaje, że uwodzi Ruth i wówczas erotyczne napięcie między małżonkami na chwilę w magiczny sposób odmładza ich związek. Wszystkie te niekończące się, zaskakujące zgrywy, maskarady pozwalają bohaterom odetchnąć wolnością, improwizacją, autoironią, dają szansę spojrzeć na świat z boku, z dystansu, aby zachować naturalność, aby dotknąć prawdy o życiu. Tak oto, paradoksalnie, aktorstwo, udawanie kogoś innego pozwala być autentycznie sobą!

Oto spektakl dla wszystkich kochanków, przyszłych i obecnych, prawdziwych i pozornych, wielbiących się i rozczarowanych, oto świat doskonały, samowystarczalny, tylko ty i ja, tylko ona i on, dwoje ludzi na scenie życia, kilka nieśmiertelnych rekwizytów codzienności – krzesła, paprotki i dywan! Dywan, który unosi nad ziemią, daje ciepło i ubarwia życie małżonków w ich królestwie z czterech ścian. Poza tą nierealną twierdzą najmniejszej miłości świata jest tylko zimno i pusto, bez bogów, przyjaciół i jakiegokolwiek sensu życia. Egzystencjalny krajobraz ponowoczesny. Mamy tylko siebie, więc zagrajmy ten codzienny spektakl z polotem, niech życie nasze będzie jak bajka, operetka, romans, niech unosi się w oparach absurdu i opada w błoto utyskiwań, oby nasze rozmowy, tak jak ich dialogi, były tak chmurne i tęczowe, były brudne i ulotne, a komu w głowie się nie mieści taka miłość, ten nie widział w akcji Oskara i Ruth.

Rafał Grzegorczyk