13 czerwca na stadionie KS „Górnik” zabrzmiały pierwsze koncerty w ramach rozpoczynających się właśnie Dni Gminy Brzeszcze. Upalne popołudnie zapoczątkowało ciąg dni składających się na letni cykl imprez gminnych (żar lejący się z nieba skutecznie studzili niezawodni jak zwykle strażacy z OSP, oferując wszystkim chętnym kilka chwil w ożywczej mgiełce wodnej :).

Jako pierwsi na scenie zaprezentowali się lokalni artyści dobrze znani w tutejszym środowisku muzycznym. Już o 16.00 pojawił się Adro – uczestnik „Must Be The Music” i „Mam talent”, niestrudzony propagator kultury reggae, tym razem wspomagany przez Dja Wróbsona. W eterze Adro istnieje od około 4 lat, tworząc muzykę jamajsko-rapową. Jak sam przyznaje, jego kawałki powstają na bazie freewolnych podkładów z Jamajki, Włoch, Francji lub na bazie podkładów producenckich. Zaraz po nim przed publicznością zaprezentował się Dziki Acoustic, czyli, jak sami się określają, trzech dojrzałych artystów, którzy razem mają 153 lata :). Grupa tworzy zgrane instrumentarium w postaci wokalu i dwóch gitar elektroakustycznych, najczęściej pojawiają się na scenach rockowo-bluesowych. Trzecim z kolei zespołem okazał się stosunkowo młody Lumines, powstały na przełomie 2014 i 2015 roku z inicjatywy brzeszczanina Sławka Krzanowskiego, wokalisty, gitarzysty związanego w przeszłości z bielską formacją Lord. W skład grupy wchodzą ponadto Paweł Fabrowicz (instrumenty klawiszowe), Rafał Wieja (gitara basowa) oraz Mariusz Szulakowski (perkusja). Ich wizytówką stał się melodyjny wokal, osobiste teksty, a także pop rockowe brzmienia z nutką elektroniki. Jako ostatnia w ramach brzeszczańskiej sceny muzycznej wystąpiła Blu’ska z typową dla siebie dawką pozytywnej i energicznej muzyki na pograniczu reggae i ska. Jak wiadomo, swą grą zespół przekazuje pozytywne brzmienia, jakie towarzyszą każdemu z jego członków (od niedawna fani mogą znaleźć w sieci teledyski do Raggi i Machańca, pod koniec kwietnia ukazała się również pierwsza EPKa zespołu). Tak było i tym razem – pomimo wysokiej temperatury powietrza, emocje na scenie i pod nią sięgały jeszcze wyższych rejestrów.

O 21.00 nadszedł czas na gwiazdę wieczoru, czyli doskonale znany wszystkim Myslovitz. Muzycy zagrali kilka starych kawałków (zabrzmiały naturalnie niezapomniane Długość dźwięku samotności, popularna „Peggy Brown” czy Miłość w czasach popkultury) oraz zupełnie nowe utwory, przy czym wielką niespodzianką dla publiczności okazał się wspólny występ z Bartkiem Słatyńskim!

– Bawimy się rewelacyjnie, jak zawsze na Myslovitz! – stwierdza Tomek, stojąc tuż pod sceną. Wtóruje mu pani Marysia:

– Ja akurat przyjechałam z córką, obie lubimy te klimaty. Super grają.

Nastroju wieczoru dopełniły iluminacje świetlne i entuzjazm publiczności. Nie obyło się bez bisu, zabawa trwała aż do momentu, gdy ze sceny padły szeptem sakramentalne słowa – „…to koniec już…”. Warto dodać, że artyści nie zawiedli nadziei fanów również po skończonym koncercie, chętnie pozując do zdjęć i rozdając autografy.